25 listopada 2012

Imprezowy tydzień

Groszek tak nas polubił, że nie chce się z nami rozstawać. I nie mam tu na myśli czasu, gdy nie widzi któregoś z rodziców (no dobra, póki co mam fory, bo ojcu cycki nie urosły). Nasze kochane maleństwo polubiło zabawy nocą. Koniecznie z którymś z rodziców, bo samemu nudno w łóżeczku...
Do tej pory piąta rano była standardową godziną pobudki. Ostatnio stwierdził, że pierwsza w nocy jest równie dobrą godziną... 

Doprowadził mnie tym do ostateczności ( tata przecież musi się przecież wyspać i do pracy rano wstać), bo co prawda lubię się z kruszyną bawić, kruszyna świetnie się chichra (kruszyna, hehe, ponad 9 kg kruszynki), ale spać też czasem lubię... Ba, ja potrzebuję snu...

Tak więc zaczął się horror nocnych imprez, bo wbrew zdrowemu rozsądkowi, nawet budzony wcześniej na karmienie, niezmiennie się budził o pierwszej... 

A potem o trzeciej, czwartej i .... juppi!! tak!!! zgadli państwo!!! zaczynamy dzień, bo już piąta!

Do kompletu od wtorku do piątku młodociani ze swoim kolegą wirusem też imprezowali w okolicach "wielkiego ucha" , co dało niezapomniany tydzień...

I nagle, tak jak zaczęły się pobudki śródnocne (te, na zabawę), tak się skończyły...
Zgłupiałam. O co chodzi? 
Do czasu...

Czasu, w którym

mały 

sqbaniec

wziął i mnie ugryzł....

swoim pierwszym zębem, który dopiero się przebił przez dziąsło...

i tym sposobem zmieniliśmy status:
z ssaka na gryzonia...


17 listopada 2012

Jak sobie pościelesz, czyli z trójką nie wygram...

No właśnie... Od swojego urodzenia, Groszek zasypia ok. 19, a zaczyna dzień "grrrrrghhhhhhhhhhhh" i potokami śliny zależy- od 4.30 do 5.30... Natężeniem głosu stara się obudzić Sąsiadeczkę 2 piętra wyżej. Wczoraj przed 5 rano wpadłam na to, skąd skowronek ma taką skłonność. W ciąży chodziłam, a raczej jeździłam (z racji odległości) do pracy. Wstawałam co dzień o 5, by ok. 6.05 wyjść z domu i na 7.00 dojechać do firmy... Nie powiem, pasowało mi to, bo wcześniej kończyłam, ale dziecię się mnie nauczyło, że ta nieludzka pora jest właśnie porą wstawania i nijak nie mogę mu wytłumaczyć, że ludzie wtedy jeszcze śpią... No i takiem sobie pościeliła i wyspać nie mogę.....

Chorobowy ping- pong trwa (chociaż może jest to raczej chorobowa gra w "dwa ognie"?). Na kogo padnie, ten chory... Młoda, Młodszy, Młoda, mama, Groszek, Młodszy.... Z tej okazji spędziłam ostatnio trochę czasu z Młodszym. Dla niego to kara, bo roznosiła go energia wewnętrzna przeokrutnie i z chęcią by poszedł do przedszkola, a tu trzeba być cicho, bo brat śpi.
Potrzebny mi był ten czas. Okazało się, że mój niesforny czterolatek sam, bez siostry jest zupełnie innym chłopcem. Potrafi być cicho, usiąść z zeszytem i szlaczek zrobić, budowaliśmy coś tam z klocków, a ja nie mogłam się nadziwić... I plułam sobie w brodę, bo dotarło do "matki roku" (o tym za chwilę), że patrzałam na niego zawsze przez pryzmat Młodej, a tu nagle mam zupełnie inną osóbkę... Przez cały ten czas żadnej łobuzerki, zwracania na siebie uwagi... Bo byliśmy tylko my i Groszek... Kochany chłopiec z niego... A kwiatków "zasadził" tego dnia tyle, że musiałam zapisywać, by nie zapomnieć żadnego, bo takie dziecię mnie się trafiło...

- mamo, podziel jabłko, pół dja mnie, pół dja ciebie
- proszę, synku
- mamo, dbam o ciebie, pjawda?
- prawda synku
- no, zieby tyś ziła 

(no właśnie, żyję, bo chociaż synek o mnie dba... :))

                                                                              ********

moje dziecko ma coś, co jest w stanie jeść na śniadanie, obiad i kolację... naleśniki.... kiedykolwiek zapytam, co by zjadł,odpowiedź zawsze brzmi :naleśniki. Byliśmy niedawno u teściów i co dzień rano, na śniadanie miał naleśniki "bo tak je lubi przecież"  , nic nie mówiłam, bo nie ja je musiałam robić... 
któregoś dnia wstałam wcześniej niż babcia i na śniadanie usmażyłam im chleb w jajku. Młodszy zjadł i...

- pyszne mamo, a jak wstanie babcia, zjobi najeśniki...

Siedzimy w domu przy okazji choroby, pytam choruska, co by zjadł na obiad... niespodzianka! 

- mozie pojedziemy do miasta i zjemy najeśnika?
- Młodszy, ale nie można odżywiać się tylko naleśnikami, może zrobimy zupkę, tam są witaminki, szybciej wyzdrowiejesz?
- mamo, ale w dżemiku od babci też są witaminki...
                                                                                  *********

A na koniec Młoda... Kilka słów wstępu. Biżuterii nie noszę (mam wszystkiego ze 2 pary kolczyków i pierścionek zaręczynowy), może dlatego, że od kilku lat grozi to poszerzeniem dziurek w uszach czy kolejnym zerwanym łańcuszkiem... Makijaż w moim wykonaniu to coś tam na twarz, mascara i błyszczyk na usta... paznokcie z racji pracy i małych dzieci (oraz wygody) krótko obcięte. 
Więc skąd u mojego dziecka zainteresowanie tym wszystkim? Kiedyś tam, gdy była mała (ze 2,5 roku miała) wysmarowała sobie twarz błyszczykiem. Od wczoraj chodzi z zielonymi paznokciami- nie, to nie lakier czy flamaster,moja córa nakleiła sobie tipsy (z kolorowego papieru z klejem)... boję się pomyśleć, co będzie dalej, skoro mam prawie- sześcioletnią tipsiarę w domu :))

11 listopada 2012

Męskie wyjście

Z racji tego, że Młodszemu tata dał obietnicę, to i dotrzymać jej musiał. 
A zaczęło się we wrześniu.

Poszła Młoda ze swoją chrzestną do kina. Na "dziewczyński" film. To i Młodszy w domu się ostał. 
Popłakał trochę w domu... Żeby śmieszniej było, zrobił to PO powrocie siostry z kina, po tym, jak oddała wielkiemu uchu cały napój, popcorn i żelki, na które chrzestną naciągnęła. Że on "też chciał iść na Dzwoneczka z Młodą, buuuuuuu.....".
 I tata obiecał mu wspólne wyjście dla facetów, na film "chłopacki".

Z racji tego, że nic ciekawego nie chciało wleźć na ekran, a podczas wizyty u teściów Szczęściarz wpadł na genialny pomysł pójścia na mecz "lokalnej siódmej ligi". Mecz przyjaźni (hehe), żeby nie było. Wcisnęłam mu Młodszego, co by zaliczył męskie wyjście.

Wracają moje chłopaki z meczu i opowiadają, jak fajnie było, jak się nakrzyczeli i w ogóle... 
Na to Szczęściarz mówi, że krzyczeli i owszem... Kibice nazwę swojego klubu, a Młodszy (krzyczał tak, że wzbudził ogólną wesołość...)


 "Bob Budowniczy, damy radę!!!" 

10 listopada 2012

Buntownicy

Odkąd Młodszy skończył cztery lata, stał się bardziej roszczeniowy... "ja chcę" pojawia się coraz częściej w naszych rozmowach, co ciekawsze działa to tylko w jedną stronę- patrz: Młodszy ma dostać coś tam już, teraz, w tej chwili, a reszta od niego nic absolutne...( coś, jak Kali sienkiewiczowski)

Kilka dni temu opowiadałam koleżance sytuację z autobusu (zielonego nie ma, a nowiuśkiego nawet na horyzoncie jeszcze niet, chociaż kaska czeka, buuuuu....), którym do firmy musiałam ci ja pojechać...

Do ad remu. Jechał był nim (autobusem, znaczy się) tata z synkiem w wieku lat nieco przed nastolatkowym, plus minus dziewięć- dziesięć, który to syn "opowiadał" całemu autobusowi łącznie z pasażerami, jakiego to ma fatalnego ojca, bo ten nie chciał wykonać rozkazu, tylko wciągnął syna do autobusu i cierpliwie tłumaczył, że czasu nie mają i muszą nim jechać... No, normalnie na policję zadzwonić i skazać ojca na kazamaty :) 

Jedziemy tak sobie już z trzy przystanki, syn nie milknie, w końcu obiecuje ojcu, że "zabije go"... Widząc minę ojca zorientowałam się, że groźba padła nie pierwszy raz i rzeczony po prostu ją zignorował, znaczy się, chował się nie będzie....

Wraz z koleżanką, która takie tematy na co dzień przechodzi (czwórka dzieci od 17 lat do 1 roku) stwierdziłyśmy  że cudaczne fazy i bunty przeżywają nasze progenitury...

No i teraz, dziś, przed chwilą doświadczyłam na własnej skórze, że i bunty zaraźliwe są... 
Mam coś takiego, że wraz ze stopniem niewyspania spada u mnie poziom cierpliwości, w związku z tym potworzaki wydają się bardziej potworne i zbuntowane... 
Chcąc zakończyć dyskusję mówię małym paskudom:

- Dzieciaki, spróbujmy zrobić tak, że wy będziecie bardziej słuchać, to, co ja mówię, a ja będę mniej krzyczeć?    (...krzyk jako stan przed furią jest kolejnym stadium po: prośbie, łagodnej perswazji, poleceniu  i nakazie...)
- CO?????   (to Młoda "obudziła" się, że matka czegoś od niej chce, patrząc nieprzytomnym wzrokiem na rodzicielkę...)

Czułki mi opadły... Ostatnio powtarzam każde polecenie dwa razy, bo co dotyczy Młodej, na pewno nie dotyczy Młodszego, to po co ma słuchać, żeby np. ominął tę kałużę? Czekam z niecierpliwością, aż Groszek zacznie biegać i będę musiała powtarzać wszystko trzy razy... Normalnie nie mogę się doczekać...

5 listopada 2012

Zaraza zarazę zarazą pogania...

Zaraza jakaś nas dopadła, jak nie Młoda, to Młodszy.. A tu pogoda sprzyja wyjściu i co? I dooopa, siedzimy w domu, u teściowej zresztą  :)

A tymczasem się dzieje. Działo, znaczy się. Cztery lata temu się nam był Młodszy objawił ze swoimi paluszkami pianisty (choć po ostatnich "gościnnych występach" u Damianka- kuzyna moich potworków, zawód: kieszonkowiec też wchodzi w grę- Młodszy zakosił  bowiem motorek kuzyna, a na pytanie, czy pytał o zgodę stwierdził, że "przecież następnym razem mu go odda"... ). 

Mój "świeży" czterolatek poza momentami, w których wqrza wszystkich dookoła jest całkiem rozkoszny.

Dziś np. usłyszałam, że to"najfajniejsze ujodziny w jego życiu" i że "zawsze marzył o takich prezentach"

Wczoraj zaprosiliśmy przyjaciół wraz z ich sześciolatkiem. Chłopcy bawili się klockami do czasu, gdy Młodszemu się odwidziało. Przeszedł raz i drugi po budowli kolegi... Nie można było z nim wczoraj dyskutować, sensu nie było, próbowałam dziś...

- Młodszy, dlaczego popsułeś budowlę kolegi? Chciałbyś, by ktoś zrobił coś takiego tobie?
- Nie chciałbym, a budowlę popsułem niechcący...
- Niechcący?? Dwa razy?

(tiaaa... niechcący, to ja wczoraj kawę rozlałam...)

Żal mi tego choruska, śpi już, z gorączką... A ja przypominam sobie, jak to było te cztery lata temu, uśmiecham się pod nosem, cieszę się, że mi dorasta, że odnajduje się w grupie, radzi sobie w życiu i powoduje, że często się uśmiechamy...

26 października 2012

O tęsknocie, zombie i tęczy...

Tęsknię... Do snu tęsknię. Nie jestem typem śpiocha, ale swoje odespać- święta rzecz. A tu od dłuższego czasu chodzę niczym zombie, bo moje małe, pięciomiesięczne dziecię w nocy je i rośnie, a w dzień śpi, a w przerwach bawi się i potrzebuje kogoś w zasięgu wzroku... Nocne pobudki co godzinę - półtorej są masakrycznie uciążliwe... Staram się nie wypowiadać zwrotu "jestem zmęczona" zbyt często, ale łatwe to to nie jest... Niewyspana, jestem wiedźmą- zrzędliwa, niecierpliwa, na szczęście dzieciaki chodzą do przedszkola, a Szczęściarz mi z nimi pomaga (tu wielki szacun i ukłon w stronę samotnych rodziców- nie wiem, jak radzicie sobie sami, ja póki co, chyba bym zwariowała).

Czas przecieka mi przez palce- karmienia, przedszkole, dentysta, szczepienia, spacery... Mamy za sobą chrzest Groszka (z małym falstartem we wrześniu, dzięki mojej "przytomności" umysłu :))). Wszystko na szczęście się udało- od pogody, przez uroczystość, po obiad w restauracji (25 osób, w tym 11 dzieci z naszej najbliższej rodziny nie musiało gnieść się w naszych pokoikach). Po raz pierwszy poczułam, jak to dobrze nie musieć myśleć o tym, by wyprasować obrus i gdzie posadzić rodziców, a tylko o tym, by na czas ubrać dzieci i siebie i zdążyć do kościoła...

Niedawno uświadomiłam sobie, że minął rok, odkąd dowiedziałam się o Groszku. Pamiętam pierwszą wizytę u lekarki, na którą jechałam z głową pełną sprzeczności. I nagle ni stąd, ni zowąd na niebie zobaczyłam tęczę- piękną, pełną wyraźnych kolorów. I poczulam wtedy, że wszystko będzie dobrze. A teraz mam dziewięciokilogramowego, wiecznie uśmiechniętego, gadającego o piątej rano i budzącego swoim gadulstwem sąsiadów dwa piętra wyżej - Groszka. 

W ramach myślenia o przyszłości (zwłaszcza dzieci starszych) mam w domu:
- strażaka Młodszego (stale i niezmiennie ma być strażakiem, choć "na tapecie" bardziej Bob Budownik - to wersja autorska Młodszego)
- bileterkę w ZOO (bo Młoda zwierzątka lubi i w wolnych chwilach mogłaby je odwiedzać), ewentualnie kelnerkę :)

Mało mnie tu ostatnio, choć czytam w miarę regularnie. Dziękuję Klepsydro za nominację. Choć ta "oaza spokoju", to trochę na wyrost :) Wybacz, że nie dołączyłam na czas, coś tam nawet zaczęłam pisać, ale każde wybicie "z rytmu" pisania skutkuje u mnie niemożnością jego dokończenia... 

Postaram się być tu częściej, zwłaszcza, że jest o czym/ kim pisać, tylko weny potrzebuję :) 
Miłego dnia Wam życzę :)

26 sierpnia 2012

Łaskawca

Młodszy coraz lepiej mówi (łaski nie robi, w końcu za ponad dwa miesiące skończy cztery lata) , ale i też coraz bardziej łobuzuje. Jest przy tym głośny, bezczelny i tak uroczy, że nie raz muszę się odwracać, by nie zobaczył mojej miny, bo cały rodzicielski autorytet szlag trafi :) 

Dwie trzecie moich dzieci (o pozostałej jednej trzeciej dowiem się pewnie za jakieś trzy lata :))) wykazuje talent dizajnerski, jeśli chodzi o meble, ściany i podłogi. Z braku wypasionych narzędzi łapią za to, co mają pod ręką czyt. kredki, długopisy i flamastry, czyli to, czego smarkaczom nie zabiorę (z wyjątkiem flamastrów, które zabrałam kilka miesięcy temu i co rusz znajduję jakiś w małych łapach), bo są bosko kreatywni, jeśli tylko stoję nad nimi i pilnuję, by kreska kartki papieru nie opuszczała...

Kilka dni temu Młodszy stwierdził (znowu!), że biały stolik w ich pokoju taki jakiś nudny jest... No i zmaterializował skądś fioletowy flamaster, czego skutkiem był "tatuaż" na łapie i pomalowany stolik. Ponieważ okropna ze mnie matka i psuję wszystkie fajne zabawy, zabrałam flamaster, wymyślając jednocześnie karę, po której nasze meble (marzenie ściętej głowy, ale co mi tam) mają szansę pożyć jeszcze kilka lat (nasza nowa kanapa jest właśnie efektem kreatywności potworzastych).

- Młodszy, masz karę. Dziś się nie kąpiesz...

(kąpiel to coś, czego brak odczuje, bo lubi...)

- Ale ja już nie będę, obiecuję!!
- Młodszy, ile razy ja to już słyszałam?
- Dużo??
- Młodszy, dziś się nie kąpiesz, bo pomalowałeś stolik.
- Ale ja chcę się kąpać!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
- Dziś nie, masz karę.
- Chcęęęęęęęęęęęęęęę!!!!!!!!!!!!
- Nie.

I w tym momencie Młodszy wziął głęboki oddech, pomyślał i......

- WYBACZAM WAM!.....

.... uffff, ulżyło mi ....

15 sierpnia 2012

O adopcji i emeryturze

Po kolejnej serii pytań o to, czy jestem mamą Młodej :

- Może być tak, że jedna mama urodzi dziecko, a inna je wychowuje, ale u nas tak nie jest, bo i ty, Młodszy i Młoda i Groszek mieszkaliście kiedyś w moim brzuszku i jesteście...

nie dane mi było dokończyć, bo z kolejnym pytaniem wciął się Młodszy

- To jak ta pani ma na imię?
- Jaka pani? :O
- Ta, która NAM urodziła Młodą?

Jak nic, kiedyś mi naprawdę córka uwierzy, że adoptowana jest... A najśmieszniejsze jest to, że temat sprowokował Młodszy, który ubzdurał sobie coś w swoim prawie-czteroletnim rozumku i nijak nie mogę mu tego wyperswadować...


Wczoraj zieloniasty przeszedł na emeryturę- miły pan pracujący w stacji diagnostycznej ogłosił brak przydatności do wożenia moich czterech liter, co dało mi nadzieję, iż jeszcze w tym roku będę miała nowe-nie-do-końca-nowe autko. Tylko tu jak zwykle włącza się do akcji konflikt tego, co mi się podoba z zawartością mojej kieszeni... 


Ponieważ "szczęśliwi czasu nie liczą" i ostatnimi czasy notorycznie mylę dni, już dziś:

życzę Ci Kate, by Twoje plany spełniły się w 200%!! Wielka buzia od całej naszej gromadki!!

14 sierpnia 2012

Lato, arbuzy, ambrozja, czyli dylematy nieletnich...

Lato jakie jest,każdy widzi... U nas nawet lepsze, w związku z tym w domu nas jak na lekarstwo. A, że laptop w dalszym ciągu mam ruchomy (nie mylić z mobilnym) znaczy się obie części osobno, znaczy się jedno krzesło wypadło mi z domowego obiegu, znaczy się kręgosłup mi wysiada w czasie czytania, co nie daje już chęci pisania, niestety...

Owocem-hitem całego lata jest u nas arbuz. Kupowany codziennie w ilości sztuk jeden lub dwa w zależności od temperatury otoczenia i apetytów. Rozkraja się go na pół i wyjada się miąższ łyżeczką (dzieciaki dostały kiedyś arbuza pokrojonego w kawałki razem ze skórką i nie bardzo wiedziały, co z tym fantem zrobić), bądź... no właśnie. Wpada któregoś dnia do sypialni w czasie karmienia Groszka (co według mych latorośli notorycznie czynię) Młoda i od progu woła:

- Mamo, szybko, mamy problem większy niż... qpa na sukience!!!

Znaczy się nadejszła chwila, co by odłożyć niemowlę do łóżeczka i popędzić ile fabryka dała do salonu, znaczy się jadalni... Oczom mym zaskoczonym ukazał się dość niecodzienny widok. Młodszy na krześle rozebrany do pasa (warunek jedzenia arbuza) je rzeczony owoc.... szufelką, na swoje szczęście tą kupioną razem ze zmiotką do pokoju dziecinnego, co by dzieci same sprzątały co większe śmieci... Niemniej na pewno nie przeznaczoną, by zostać sztućcem :) . A myślałam już, że nie zdziwią mnie niczym...

Młodzież moja małoletnia wykazuje ostatnio zainteresowanie swym pochodzeniem. Młodszy zasugerował ostatnio siostrze, iż została adoptowana... No dobrze, w inne słowa to ubrał... Tak więc odpowiadam teraz moim latoroślom na pytania z cyklu:

- Mamo, powiedz Młodszemu, że ty mnie też urodziłaś, a nie tylko jego i Groszka!!!

- Mamo, a to prawda, że ty jesteś dłużej naszą mamą, niż tata tatą???

Co robią nieletni sami w pokoju? Ano łobuzują. Leżymy sobie niedzielnym popołudniem z mężowskim w sypialni i napawamy ciszą... Groszek obok w łóżeczku, progenitury w salonie bajkę konsumują... I nagle pewien dialog wyciąga nas w tempie TGV do dzieci.

- ...no i widzisz? popsute, nie da się już naprawić...
- co z tym zrobić teraz?
- schowaj to tu...

Co się okazało? Małolaty bawiąc się swoimi słuchawkami (zakupionymi na okoliczność cichego słuchania bajki na CD) połamały rzeczone i zastanawiały się, jak tu ukryć dowód zbrodni, jako, że słuchawki przeżyły w naszym domu całe 4 dni :)

A na koniec perełka.

Dowiedzieliśmy się ostatnio, jak uciskane są nasze dzieci w przybytku zwanym przedszkolem.

- Bo pani jobi bajagan,mamo, a my musimy spsiątać po niej...


Nie mogę powiedzieć, że to codzienność... Ale to lubię, zobaczymy, co będzie, gdy jesień zapuka do okien... Póki co, jeździmy na działkę, raz tam nawet nocowaliśmy z Groszkiem, ładowałam baterie kąpiąc się w jeziorze przed nocą i po niej... Pijąc kawę o świcie, siedząc na huśtawce i słuchając odgłosów poranka... I nawet tabuny komarów mi nie przeszkadzały... Zna ktoś numery totka, które padną przy najbliższej kumulacji? Chciałabym wygrać tyle, by móc tam zamieszkać... A póki co będę się uśmiechać do tej roześmianej, dwuipółmiesięcznej gębuli, podawać palec do uściśnięcia, rozmawiać gugając, cieszyć się, że uspokaja się słysząc tylko mój głos, czego nawet jego tata nie potrafi... 

21 lipca 2012

Starzeję się...

... i nawet nie mam czasu, by to zauważyć...

Zauważyłam ostatnio, że czas mi umyka. Okazuje się, że w ciągu ostatnich tygodni nie robię nic innego, tylko:


a) boję się
- zostawić Groszka z Młodszym, bo jego miłość do brata nie ma granic. Ostatnio posunął się do tego, że próbował wyjąć malucha z łóżeczka. Poprzestał na obróceniu go na brzuszek. Tzn poprzestał, bo weszłam zwabiona ciszą do sypialni i na tym go przyłapałam... Oczyma wyobraźni widziałam siebie jako kolejną "celebrytkę", bo kto by uwierzył, że trzylatek może mieć tyle siły, by podnieść "małe" sześć i pół kilograma...


- wziąć poranny prysznic. Przyczyny? Patrz pkt wyżej... Czyt. albo wykąpię się o 6:30 (zanim wstanie Szczęściarz), co jest mało prawdopodobne, bo Groszek zaczyna swoją działalność ok 5:30 (na szczęście potrafi spać od 20 do 3 w nocy), albo wieczorem, na co już zwykle sił nie mam... Na szczęście muchy jeszcze mnie nie śledzą,znaczy się maluch rano czasem śpi...


- usiąść, bo w tym momencie któreś zawoła bądź zapłacze "mamooooooooooooooooooooooo!!!!!!"


b) wymyślam
- co dwójka małolatów w czasie wakacji może zrobić na tyle cicho, by nie obudzić niemowlaka i, niestety, zabawy typu "posprzątajcie swój pokój" się nie sprawdzają :)


- gdzie jest: Brzydal (ulubiona maskotka Młodej), jakiś konkretny samochodzik, baloniki, których Młodszy ma sporą kolekcję, a które notorycznie gubi w magazynie zabawek czyt. pokoju dziecięcym...


c) odpowiadam
- na pytania "kiedy będzie coś do jedzenia?" "kiedy pójdziemy na dwór?" "kiedy?" "kiedy?" "kiedy?"... ewentualnie zmieniają je na  "gdzie" lub "dlaczego?"


d) śmieję się z wyczynów małolatów, w tym opowieści Młodej zaczynającej się "dawno, dawno temu, przed ..... naszymi dziadkami..."


Poza tym cieszę się, że pierwsze szczepienie za nami, bioderka zdrowe. Zbieram majątek na dentystkę. Sprawdzam, jak się korzysta z laptopa, który  ma ruchomy monitor, czyt. komp mi się rozsypał. Szukam nowego autka i w ten oto sposób doba mi się skurczyła... Zastanawiam się, jak radzą sobie mamy czwórki, piątki... itd... dzieci...


No i ,oczywiście, dziękuję Wam wszystkim za ciepłe komentarze po urodzeniu Groszka :)