15 listopada 2015

Dużo i nic, czyli listopad w pełni.....

Zacznę bez szału: czas ucieka. Ucieka na pracy, obowiązkach domowych, wożeniu potomstwa, przywożeniu ich i ogarnianiu.

Ale ja dziś wyjątkowo nie o nich...

Mam problem z głąbem (piszę tako członku dalszej rodziny,więc mam prawo tak pisać, a co!), który własnym swoim niczym nie wymuszonym zachowaniem rani sześć innych osób.
Racjonalna rozmowa nic nie daje, sytuacja trwa już nie- tygodnie, a- miesiące..... Do łobuza nie docierają argumenty,a podobno ma się za mądrego.... Lubię Go, a nie potrafię patrzeć obojętnie, gdy rykoszetem obrywają dzieci... I co? I pstro, nie trafia i rób co chcesz.....A podobno człowiek dorosły jest...

Co u Was? U nas nastał czas pisania listów do św. Mikołaja. Wiem, że wcześnie, ale im wcześniej, tym lepiej, tak przynajmniej dedukują progenitury. I napisały. Tzn. Młoda napisała swój. Młodszy upewnia się, jak powinien napisać nazwę:

 - Jak napisać "Statek Ninjago"?
- Zacznij może od "Drogi Święty Mikołaju" Młodszy! 

2 komentarze:

  1. Głąba nie zmienisz, bo jak sama do tego już doszłaś: do głąba nic nie dociera!
    Ja chyba po raz pierwszy w życiu już tak wcześnie mam na Mikołaja prezent dla Pańcia :)
    Serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń